Feminizm

Feministyczne sztandary i widły

Z każdą chujową rzeczą uczynioną na tym świecie przeciwko kobietom jestem coraz bardziej zmęczona. Jestem zmęczona ciągłym złoszczeniem się, bo nie da się żyć cały czas się złoszcząc – złoszczenie się jest w cholerę wyczerpujące. Ale też okazuje się, że nie za bardzo da się żyć próbując powściągać złość na patriarchat, bo niezłoszczenie się przynosi uczucie rezygnacji i smutku, a związane z nimi zmęczenie jest nawet gorsze, absolutnie obezwładniające.

Jeśli nie zaczniemy walczyć o prawa kobiet wspólnymi siłami, wszystkie i wszyscy razem, w najdrobniejszych, prywatnych przejawach mizoginii na co dzień, także (a może w pierwszej kolejności) zwalczając je w sobie – równość nie zaistnieje, nie zaistnieje nigdy. System zaprojektowany jest tak, żeby na poziomie emocjonalnym absolutna większość z nas nie uniosła związanej z tym presji. Patriarchat jest tak trwały właśnie dlatego, że ściśle sprzężony z wszystkimi naszymi społecznymi instytucjami, które tym samym odtwarza. Przede wszystkim z tymi działającymi na nas w sposób najbardziej intymny.

Alternatywna? Alternatywą jest przemoc i zbrojna walka o niepodległość kobiet. Na którą się oczywiście skrzywicie, bo przemoc w imię niepodległości jest do zaakceptowania i znormalizowana tylko w imię idei reprezentujących mężczyzn. Wtedy przemoc da się zrozumieć, usprawiedliwić, uszlachetnić i postawić jej pomnik. Kobiety zabijające latami torturujących je mężów nie doczekają się w żadnej kulturze pomnika, choć w pełni zasługują na niego w swoim bohaterstwie. Rzucają wyzwanie nie tylko prześladowcy, ale też całej rzeczywistości, otoczeniu wmawiającemu im, że maltretowanie jakiego doznają jest ich problemem, ich wyborem, ich „prywatną sprawą”.

No więc zdecydujcie się. Cierpliwa perswazja i edukacja prowadzona przez feministki może się wypalić. Może zostać zmieciona kilkoma legislacyjnymi zmianami, niekoniecznie nawet rażąco autorytarnymi. Miękki patriarchat udający, że widzi w kobietach ludzi, by skorzystać z ich pieniędzy i napędzającej konsumpcję czy tzw. wzrost gospodarczy mocy nabywczej to coś, na co dajemy się nabierać coraz bardziej od 30 lat.

Idzie czas globalnych politycznych i ekonomicznych przesileń. Wśród nich prawa kobiet są jedną z najbardziej doniosłych, politycznie polaryzujących kwestii. Są ludzie i reprezentujące ich ruchy ideowe, wprost mówiące o odebraniu kobietom praw człowieka tam, gdzie i tak praktycznie te prawa przysługują im w zakresie nieporównanie mniejszym, niż mężczyznom. Więc słuchając po raz kolejny, jak nawet „postępowi” politycy w swoim zadufaniu, bezmyślności i stronniczości udzielają praw człowieka kobietom warunkowo, kryteria po temu mając czysto uznaniowe, myślę sobie, że warto sobie wyjaśnić i powiedzieć głośno: w obronie wolności i godności swojej oraz innych kobiet nie zawaham się użyć przemocy. Mam nadzieję, że będzie nas więcej.

Zacznijcie się nad tym także zastanawiać. Może jednak zechcecie w efekcie na co dzień odciążyć feministki choć trochę w nierównych zmaganiach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *