Feminizm, Inne teksty, Polityka

#metoo

Czasem zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie, na wielu poziomach, gdybym kiedyś usłyszała:

  • Wierzę ci, to straszne, chodźmy z tym na policję!

Zamiast:

  • Wolę nie wiedzieć.
  • Nie chcę tego słuchać.
  • To niemożliwe.
  • To sprawy między wami.
  • To pewnie nie jest takie czarno-białe.
  • Jakoś nie mieści mi się w głowie, to taki miły człowiek.
  • I właściwie co z tego? 

No i nie jestem w stanie sobie tego nawet wyobrazić. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że ktoś wtedy traktuje mnie z pełną powagą i uwagą. Jak osobę, której niczym każdej innej osobie w określonych okolicznościach należy się pomoc oraz sprawiedliwość. Nauczona doświadczeniem przyzwyczaiłam się myśleć o sobie, że po prostu może zdarzyć się tak, że ktoś – prawdopodobnie mi bliski – zrobi mi krzywdę, praktycznie na oczach wszystkich, i zupełnie bez konsekwencji. Nikt się tym nie zainteresuje (łzy), nikt się nie zdziwi (siniaki), nikt nie zareaguje (krew). Nikt nie zobaczy. Bo na tym polega rzeczywistość, a jej reguły są jednak umowne, on to wie i ja to wiem. Przyzwyczaiłam się żyć z lękiem, że tak właśnie może być, że są sytuacje, w których nie należy mi się żadna pomoc, a poczucie ładu czy sprawiedliwości – z niejasnych, pilnie przemilczanych przyczyn – zawisają w próżni. Pozostaje mi wiedza, że mam prawo szukać pomocy, kiedy pobije mnie ktoś obcy. Oraz wiedza, że nie mam prawa oczekiwać niczego, ani nawet otwierać ust, gdy pobije mnie ktoś, z kim pozostaję w intymnej relacji. Choć usilnie próbuję sobie wyobrażać, że przecież jest inaczej – wiem już na pewno, że dla mnie nie było.

Zdecydowanie jestem jednak w stanie wyobrazić sobie lepszy scenariusz i życie bez lęku dla innych kobiet, kiedyś, w przyszłości. Bardzo niedalekiej.

Wyobrażam sobie, że radykalne i bezkompromisowe dawanie wiary kobietom to jedyna przyzwoita i etycznie uzasadniona decyzja w świecie, w którym przemoc wobec kobiet i przemoc seksualna pozostają najbardziej bezkarnymi i zarazem jednymi z najpowszechniejszych rodzajów przemocy. Nie poprzestaję zresztą na wyobrażaniu sobie – po prostu wierzę kobietom, gdy decydują się mówić.

A więc, panie Dymek, panie Wybieralski i panie Łukaszu Pisarek – bliski jest koniec waszej bezkarności, mija właśnie bezpowrotnie wraz z naszym milczeniem. Na koniec z przyjemnością wyobrażę sobie, jak nasza solidarność nieuchronnie zastępuje służącą wam zmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *