Feminizm, Inne teksty, Polityka

Najstarsze kłamstwo świata

Zacznijmy od zadziwiająco mało znanego, a dla części wręcz zaskakującego faktu – w większości rozwiniętych państw świata, również w Polsce, prostytucja już jest zdekryminalizowana. Nie trzeba jej dekryminalizować. Kryminalizowanie osób w prostytucji szczęśliwie skończyło się stosunkowo niedawno i nikt przy zdrowych zmysłach kryminalizowania ich nie postuluje. Ruch sufrażystek, a później feminizm I fali rozpoznał i słusznie zadbał o pogrzebanie tej jednej z większych odmian hipokryzji – kryminalizacji ofiar patriarchalnej struktury zamiast jej beneficjentów. To, o czym dyskusja w kontekście prostytucji toczy się od niedawna współcześnie, to nie żadna jej “pełna dekryminalizacja”, choć tak jest powszechnie nazywana w celach, przykro to stwierdzać, marketingowych. To, o czym obecnie rozmawiamy, to postulat “dekryminalizacji stręczycielstwa i sutenerstwa” – na tym bowiem polega model obowiązujący od 2003 roku w Nowej Zelandii, zachwalany jako optymalny dla nas i dla reszty świata. Skoro słuszność jest po stronie osób lobbujących za tym modelem, dlaczego nie chcą nazywać go po imieniu?

Przy okazji dyskusji o prostytucji tysiące razy można zaobserwować wypowiedzi w stylu: “Tu chodzi o dekryminalizację, a nie legalizację [dop. mój: stręczycielstwa i sutenerstwa], nie znasz podstawowych pojęć, to się nie wypowiadaj!”. Tymczasem to osoby wygłaszające te kwestie nie zadały sobie fatygi sprawdzenia, na czym polegają te dwa modele – bezrefleksyjnie powtarzają slogany po środowisku, które nazywać dalej w tekście będę krótko: “sw” (od “sex-working”, posługując się skrótowcem głównie po to, by nie utrwalać szkodliwej i nieprawdziwej narracji o tym, że seks miałby być pracą).

Dekryminalizacja oznacza w tej dyskusji, że w prawie nie ma osobnych przepisów regulujących zarabianie na prostytucji, ani żadnych specjalnie powołanych do tego instytucji nadzoru. Prostytucja staje się całkowicie legalnym, choć też niemal całkowicie zderegulowanym biznesem (w Nowej Zelandii uzyskanie certyfikatu na prowadzenie domu publicznego jest czystą formalnością), niepodlegającym praktycznie żadnej zewnętrznej kontroli, poza kontrolą skarbową. Można by rzec: staje się biznesem, jak każdy inny. A jednak nie jak “każdy inny”. Szereg branż posiada i stosuje przecież wewnętrzne regulacje służące ochronie zarówno konsumentów_ek, jak i osób świadczących usługi. Prostytucja, branża, w której większość osób padnie ofiarą gwałtu (często wielokrotnie) oraz fizycznej napaści, a liczba osób cierpiących na stres pourazowy jest porównywalna z ich liczbą w szeregach wojennych weteranów [1], w myśl tej doktryny żadnych odrębnych, dbających o prawa człowieka oraz prawa pracownicze, przepisów ani regulacji w ogóle nie wymaga. Dekryminalizacja stręczycielstwa oraz sutenerstwa jest nam zachwalana jako magiczna różdżka, która ma moc usuwania z prostytucji pierwiastka przemocy.

Legalizacja prostytucji oznacza natomiast, że zarabianie na i w niej odbywa się na podstawie odrębnych przepisów, w teorii mających zabezpieczyć prawa “stron” oraz zatroszczyć się o minimum BHP. Legalizacja postrzegana jest jako opresyjna, w przeciwieństwie do dekryminalizacji, ponieważ na barkach osób w prostytucji (oraz sutenerów i stręczycieli) umieszcza obowiązki związane z wywiązywaniem się z tych przepisów oraz dodatkowych formalności. O ile możemy dyskutować, na ile taki nadzór sprawdza się w Niemczech czy Holandii (spoiler: nie, nie sprawdza się), czyli w państwach z silnymi instytucjami politycznymi i kulturą prawną, to w realiach Polski możemy być pewne i pewni, że realne skutki dekryminalizacji i legalizacji byłyby tutaj po prostu identyczne. Wszelkie hipotetyczne instytucje powołane do kontrolowania nieprawidłowości z dużą dozą prawdopodobieństwa byłyby równie fikcyjne i bezradne, co chociażby PiP. Skandowanie “dekryminalizacja, a nie legalizacja!” okazuje się kolejnym retorycznym chwytem.

”Dekryminalizacja działa” – słyszymy. To, czego nie słyszymy, to konkrety o tym, gdzie i jak “działa”. Sutenerstwo i stręczycielstwo jest dekryminalizowane przede wszystkim w Nowej Zelandii (oraz częściowo w Australii). Na Antypodach. Na wyspie na końcu świata. W miejscu, do którego nie da się po prostu wjechać samochodem. Zjawiska te są tam dekryminalizowane z ustawowym zastrzeżeniem, że sama prostytucja zakazana jest jako cel zarobkowej imigracji (dlaczego? – można by spytać, skoro to “praca jak każda inna”). Nie w samym centrum Europy, w większości płaskim jak stół i o granicach otwartych z dwóch trzecich stron, na obszarze swobodnie krzyżujących się działań oraz interesów dużych grup przestępczych (jak chociażby te zdemaskowane ostatnio w Rzeszowie przy okazji “afery podkarpackiej”, ściśle powiązane z władzą). W żadnym z krajów z zalegalizowanym czy zdekryminalizowanym sutenerstwem i stręczycielstwem nie został wyeliminowany problem szarej strefy ani związanej z nią nasilonej przemocy czy wykorzystywania osób nieletnich. Zwiększyła się tylko skala występowania samej prostytucji, we wszystkich jej aspektach.

Podsuwany jest tutaj sielski mit o oddolnej organizacji, empowermencie i “związkach zawodowych” osób w prostytucji, zawiązujących się rzekomo powszechnie dzięki dekryminalizacji czy legalizacji stręczycielstwa i sutenerstwa; dbających o wszechstronną poprawę warunków. Po pierwsze, interesy osób w prostytucji i osób czerpiących z niej korzyści nie są tożsame – wbrew propagandzie, którą wciąż słyszymy. Poprawa sytuacji osób czerpiących korzyści z prostytucji nie wpływa tym samym na wzmocnienie pozycji osób w prostytucji – jak w każdej innej branży, interesy te są rozłączne oraz pod wieloma względami przeciwstawne. Opowieść o tym, że sutenerzy i stręczyciele troszczą się o komfort, pomyślność i dobrostan osób w prostytucji jest to ta sama opowieść, co opowieść o tym, że daleko idąca deregulacja prawa pracy, zniesienie praw pracowniczych i “uelastycznienie” rynku zatrudnienia w efekcie poprawią sytuację szeregowych pracowników i pracownic, gdyż zadbają o to z własnej woli świetnie zarabiający na tym właściciele firm i wolny rynek.

Tymczasem słynny NZPC (New Zealand Prostitutes Collective [2]) kieruje swą ofertę zarówno do osób w prostytucji, jak i do tych zajmujących się stręczycielstwem i sutenerstwem. Innymi słowy, gdyby był to związek zawodowy, to pewnie jedyny taki na świecie: po tej samej stronie i rzekomo w tym samym celu zrzeszający “pracowników” oraz “pracodawców”. Nie jest to jednak związek zawodowy, a organizacja bardziej nieformalna, coś na kształt NGOsa, utrzymującego się z dotacji nowozelandzkiego Ministerstwa Zdrowia. Za uzyskane od niego pieniądze wydaje broszury, głównie na temat chorób przekazywanych drogą płciową, w ograniczonym stopniu, bo tylko w trzech miastach, prowadzi też doradztwo czy usługi medyczne (mimo dekryminalizacji większość osób w prostytucji w Nowej Zelandii wciąż nie zdradza swojemu lekarzowi rodzinnemu ani bliskim, czym się zajmuje). Organizacja prowadzi także działania z zakresu Public Relations, intensywnie lobbuje na rzecz rozszerzenia modelu nowozelandzkiego o inne kraje. W samej Nowej Zelandii pracuje zaś obecnie na rzecz zniesienia artykułu 19 PRA (Prostitution Reform Act z 2003 roku), który to artykuł uniemożliwia podjęcie legalnej pracy w prostytucji osobom przybywającym z zagranicy, a który został uchwalony z myślą o przeciwdziałaniu handlowi ludźmi. NZPC nie oferuje formalnego członkostwa ani nie prowadzi statystyk związanych z liczbą osób w prostytucji, ich pochodzeniem czy szczegółowo rozpoznaną sytuacją (na tym przecież polega idea dekryminalizacji). Wbrew innym obiegowym opiniom, NZPC nie prowadzi też działań, nie monitoruje sytuacji ani nie publikuje zestawień informacji na temat przemocy wobec osób w prostytucji czy ewentualnych przeszkód związanych z jej raportowaniem.

Na marginesie, aktywistka i do lutego 2014 roku wice-przewodnicząca innej rzekomo “pracowniczej” organizacji, Global Network of Sex Work Projects (NSWP, organizacja ze słynnym logo czerwonej parasolki), Alejandra Gil, w 2015 roku została skazana na piętnaście lat więzienia na udział w handlu ludźmi dla celów prostytucji [3]. Jej ofiarą padło około dwustu kobiet. To ta sama Alejandra Gil, która miała duży wpływ (jako ekspertka z ramienia NSWP oraz grupy doradczej UNAIDS ds. HIV i prostytucji) na uchwalenie kontrowersyjnego stanowiska o postulacie “pełnej dekryminalizacji prostytucji”, wbrew globalnym protestom przyjętego przez Amnesty International [4]. Gil współpracowała też z WHO i w oficjalnych dokumentach tej organizacji była wskazywana jako “ekspertka”. Nie jest to jedyny taki przypadek, drugi związany był z właścicielem agencji towarzyskiej Douglasem Foxem, jednocześnie działaczem AI [5], od którego organizacja w wyniku nasilonej krytyki oficjalnie się odcięła. A skoro już plotkujemy, to prześmieszny (na granicy groteski) był także przypadek komisji, która na zamówienie Izby Gmin brytyjskiego parlamentu miała rozpoznać istniejące modele prawne dotyczące prostytucji, aby opracować w tym względzie rekomendacje dla legislacji Anglii i Walii. Komisja rozpoznała i rekomendowała (model nowozelandzki), po czym jej przewodniczący Keith Vaz, prywatnie mąż i ojciec dwójki dzieci, publicznie został zdemaskowany jako osoba korzystająca z usług pary męskich eskortów [6] (nie udało mu się niestety równie skutecznie, co zalet dekryminalizacji, rozpoznać konfliktu interesów). Wracając jeszcze na moment do Nowej Zelandii, ta boryka się też od dawna z krytyką i międzynarodowymi zarzutami w zakresie nieadekwatnego rozpoznawania, nazywania oraz traktowania sytuacji handlu ludźmi [7].

”Słuchajcie osób w prostytucji” – słyszymy bez przerwy. Słuchamy. Jako feministki słuchamy od zawsze. Słuchamy opowieści, które jasno wskazują na odmienne uwarunkowania różnych głosów w różnych miejscach społecznego pejzażu oraz konflikty interesów także pomiędzy różnymi grupami kobiet. Staramy się słuchać nie tylko kobiet mówiących nam, że mają rzadki w patriarchacie luksus podejmowania całkowicie autonomicznych i nieoczywistych życiowych decyzji, więc dlatego “wybierają prostytucję”. Słuchamy też ogromnych rzesz kobiet mówiących, że czuły się i były na prostytucję skazane, nigdy same dla siebie by jej nie wybrały, wcale nie uważają, że to “praca jak każda”, a najbardziej marzą o tym, by się od niej i od wspomnień o niej uwolnić (a czasem, by z tego wspomnienia uczynić część swojej tożsamości, której nie chcą i nie muszą się wstydzić, do której jednak nie chcą już wracać). Słuchamy historii wszechstronnej przemocy, wyzysku i traum. Dlatego często zdarza się, że uważamy prostytucję za instytucję maczystowską i formę przemocy wobec kobiet. Słuchamy osób określających się jako “prostitution survivors” [8], które były w prostytucji na którymś etapie swojego życia, a które także organizują się międzynarodowo i występują z postulatem wprowadzenia możliwie szeroko modelu szwedzkiego, zdejmującego stygmę z osób w prostytucji oraz oferującego skuteczne możliwości i narzędzia zreorganizowania swojego życia, już bez niej (to tzw. “exit services”, które nie są rozwijane ani oferowane tam, gdzie prostytucja jest prawnie postrzegana jako “zwykła praca”); modelu nakładającego jednocześnie stygmę na osoby czerpiące korzyści kosztem kobiet oraz w szczególności na osoby kupujące i tworzące popyt, jako że to one są źródłem wszystkich wynikających z istnienia prostytucji problemów. 

Jedna z aktywistek określających się jako “prostitution survivor”, Rachel Moran, zebrała niedawno środki na pomoc prawną w drodze crowdfundingu i wygrała proces o wielokrotne zniesławienie ze strony osoby utożsamiającej się ze środowiskiem sw, zarzucającej jej kłamstwa i oszustwo dotyczące jej traumatycznych doświadczeń związanych z prostytucją. O tych doświadczeniach mówi publicznie w ramach aktywizmu, zawarła je też w autobiograficznej książce zatytułowanej “Paid For: My Journey Through Prostitution”. Środowisko sw i jego przedstawicielki już od kilku lat zachowują się tak, jak gdyby uważało się za jedyne, któremu wolno mówić i którego warto słuchać w tej dyskusji. “Listen to sex-workers” to hasło idealnie autoreferencyjne  – osoby, które mają obiekcje co do nazywania prostytucji pracą, także takie, które same są lub były w prostytucji, już na starcie wyłącza skutecznie z rozmowy. Sama dyskusja powinna mieć tu formę monologu i co najwyżej wtrącanych od czasu do czasu potakiwań. Ten tekst z kolei ma za zadanie nie forsować ślepo określony model prawny (zorganizowanie oraz zabezpieczenie adekwatnego finansowania dla “exit services”, nie zaś samo kryminalizowanie klientów, jest kluczowym aspektem modelu szwedzkiego), a wreszcie poszerzyć pole debaty. Debatą nie jest z pewnością uciszanie wszystkich głosów spoza środowiska sw za pomocą obiegowych obelg, emocjonalnego czy ideowego szantażu. Propozycje odbycia tej dyskusji na innych, bardziej równych zasadach, włączających też perspektywę “prostitution survivors” oraz rzeczniczek praw kobiet spotykają się z krótką i zdecydowaną odpowiedzią: nie. Zachodzę w głowę i wciąż nie rozumiem, dlaczego według środowiska sw osoby uważające się za “prostitution survivors” nie mają prawa być w tej dyskusji obecne i reprezentowane, ale sutenerzy oraz stręczyciele – tak?

Dyskusja o prostytucji nie jest dyskusją neutralną genderowo. Nie tylko dlatego, że większość osób w prostytucji to kobiety. Jest to dyskusja wiele mówiąca genderowo przede wszystkim dlatego, że przytłaczającą większość osób kupujących seks stanowią heteroseksualni i – w dużo mniejszym stopniu – homoseksualni czy biseksualni mężczyźni. Prostytucja nie jest jednak, przynajmniej na chwilę obecną, problemem powszechnie dotyczącym wszystkich mężczyzn. Wbrew tradycyjnym, stereotypowym tezom związanym z “naturalnie” większym czy trudnym do opanowania popędem płciowym u mężczyzn, lub też “naturalnym” dążeniem mężczyzn do posiadania wielu partnerek seksualnych, tylko ograniczona liczba mężczyzn w każdej populacji deklaruje jedno lub wielokrotne korzystanie z prostytucji. Odsetek ten nie jest stały i zmienia się w zależności od norm społeczno-kulturowych, na które wpływa też (jak się okazuje, w bardzo dużym stopniu) obowiązujące prawo. Kraje legalizujące prostytucję odnotowują znaczący wzrost popytu na usługi seksualne. W Niemczech odsetek mężczyzn deklarujących korzystanie z prostytucji sięga kilkunastu, nawet dwudziestu kilku procent, w Hiszpanii aż czterdziestu, podczas gdy w Szwecji spadł do kilku procent. Nie podaję tu żadnego przypisu, ponieważ dane o prostytucji, a w szczególności o jej klientach rzadko są zbierane oraz publikowane w sposób zwarty, porównawczy i systematyczny. Co za tym idzie, pojawiają się najczęściej jako rozproszone szacunki; co istotne dotyczy to wszystkich istniejących obecnie modeli prawnych. To więc kolejny mit, że istnieją jakieś wyczerpujące, systematyczne raporty, z których bez żadnych wątpliwości można wyciągać wnioski i na ich podstawie podejmować jednoznacznie słuszne decyzje. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że ciężko w warunkach prostytucji przeprowadzić rzetelne badania na kontrolnych grupach [9]. Najłatwiej byłoby o to pewnie w samej Nowej Zelandii, która jednak od roku 2008 żadnego takiego rządowego raportu nie przygotowała ani nie udostępniła. Niemcy, gdzie migrantki stanowią nawet 90% osób w legalnej prostytucji także dziwnym trafem nie palą się do opracowywania oficjalnych materiałów. Konsekwencją zmiany postaw w kierunku normalizacji prostytucji jest bez żadnych wątpliwości zwiększony popyt, a co za tym idzie większa liczba osób, które trafiają do prostytucji, czy to w zalegalizowanych ramach (ponieważ dekryminalizację możemy de facto uznać za odmianę legalizacji), czy to wskutek traffickingu [10]. Dlatego, między innymi, kwestia prostytucji pozostaje sprawą wszystkich kobiet, a nie tylko tych, które już się w prostytucji znajdują. 

Dyskusja o prostytucji nie jest purytańską dyskusją o seksie. Do seksu potrzebny jest bowiem konsent (świadoma, niewymuszona, entuzjastyczna zgoda) wszystkich zaangażowanych stron oraz zakładana jest równoważność seksualnych potrzeb oraz satysfakcji. W prostytucji nie ma mowy o symetrii przyjemności. Prostytucja utrwala obraz seksu jako czegoś, co osoby (najczęściej kobiety) dają klientom (prawie zawsze mężczyznom), same tego w równym stopniu nie potrzebując ani dla siebie nie wymagając. Prostytucja nie jest o przyjemności seksualnej czerpanej przez osoby w prostytucji. Przyjemności w takiej relacji ma prawo domagać się strona, która płaci, a więc też wymaga i ocenia. Wymownym kontekstem jest tutaj fakt, że współcześnie nawet konsensualne relacje seksualne heteroseksualnych kobiet obarczone są brakiem równowagi w dawaniu i braniu, zaś przyjemność, podniecenie i spełnienie kobiet pozostaje w heteroseksie kwestią drugorzędną lub wręcz marginalną (słynna kwestia braku kobiecych orgazmów i ich statystycznie częstszej obecności w relacjach lesbijskich [11]). Satysfakcja seksualna kobiet nadal podlega ostrej kontroli społecznej i podwójnym standardom, zaś kobieca wolność seksualna ograniczana jest indukowanym społecznie wstydem. Koncepcja, że kobiety uprawiają konsensualny seks z wieloma partnerami oraz dla samego seksualnego spełnienia (a nie w ramach transakcji, gdzie są za to wynagradzane emocjonalnie albo materialnie) pozostaje koncepcją marginalną i – no właśnie – feministyczną, nie zaś koncepcją głównego nurtu debaty publicznej. Prostytucja oznacza wiele rzeczy, lecz z pewnością nie odnosi się do seksualności kobiet – o ile nie zechcemy tej seksualności definiować do bólu patriarchalnie i stereotypowo.

Wróćmy jeszcze na moment do konsentu. W świecie, gdzie za przemoc seksualną i nadużycie uznajemy już uporczywe namawianie partnerki_ra do stosunku, w zadziwiający sposób przechodzimy jednocześnie do porządku dziennego nad faktem, że nie widzimy przemocy seksualnej tam, gdzie relacja seksualna ma miejsce wskutek finansowej gratyfikacji. Godzimy się zatem z myślą, że nadużyciem i brakiem konsentu może być uporczywa perswazja, natomiast gdy perswazja ta przybiera postać pieniężną, gdy “argumentem” jest wynagrodzenie, kwotę tę bez mrugnięcia okiem uznajemy za odpowiedni ekwiwalent. Tam, gdzie ma miejsce konsent, nie trzeba już manipulacji, perswazji czy gratyfikacji – tam jest seks. Tam, gdzie nie ma konsentu, jest podobno przemoc, a przynajmniej ja żyję w przekonaniu, że feminizm w ten właśnie sposób kwestię tę określa.

Prostytucja oraz dyskusja o związanych z nią modelach prawnych jest jednocześnie dyskusją o klasowym i ekonomicznym podziale współczesnego świata. W wielu miejscach globalnego Południa pozostaje zjawiskiem podlegającym dziedziczeniu i związanym z wyzyskiem i niewolniczą eksploatacją. Nawet trzy czwarte osób w prostytucji na świecie ma mniej niż 25 lat, większość wchodzi do prostytucji grubo poniżej wieku pełnoletności, a nawet konsentu. Według najbardziej zachowawczych szacunków co najmniej 1 na 7 osób w prostytucji w Europie to ofiara handlu ludźmi, dla części krajów europejskich szacowany odsetek wynosi tutaj 90%! [12] Osoby w prostytucji globalnie są w niej przede wszystkim dlatego, że potrzebują podstawowych środków do życia (pomijając na chwilę obecną garstkę uprzywilejowanych mieszkanek_ców pierwszego świata). Podstawowym powodem istnienia prostytucji jest więc nierówny dostęp do zasobów. Pieniądze i władzę posiadają przede wszystkim mężczyźni, a pozbawione są ich przede wszystkim kobiety oraz inne marginalizowane osoby. O prawdziwym “wyborze” prostytucji przez osoby w nią zaangażowane można by mówić wyłącznie w sytuacji braku takiej nierównowagi, w świecie gdzie wszystkie osoby mają równy dostęp do wszystkich zasobów, i to niezależnie od kulturowego zaplecza. W świecie niepatriarchalnym, w którym niestety wciąż jeszcze nie żyjemy. Żyjemy w takim, gdzie niemal trzy czwarte wszystkich ofiar handlu ludźmi to kobiety i dziewczynki, a niemal 70% ofiar handlu ludźmi na naszym kontynencie to ofiary seksualnej eksploatacji [13]. Legalizowanie czy dekryminalizowanie sutenerstwa i stręczycielstwa na globalnej Północy spotyka się z niepokojem oraz gwałtownymi protestami działaczek na rzecz kobiet z globalnego Południa [14], obawiających się, że trend wkrótce rozszerzy się, legitymizując wyzysk na masową skalę.

Co z bezpieczeństwem i narażeniem na przemoc? Część źródeł wskazuje, jak już wspominałam, że odsetek PTSD (zespół stresu pourazowego) wśród osób w prostytucji występuje częściej, niż wśród weteranów wojennych, wszystkie źródła wskazują, że jest to przypadłość powszechna w tej grupie [15]. Wielu mężczyzn nie szuka w prostytucji samego seksu, gdyż kolejnym mitem jest, że z prostytucji korzystają single, mężczyźni chorzy i nieśmiali. Według wielu statystyk większość z klientów posiada stałe partnerki seksualne [16]. Choć sfera seksualna jak najbardziej jest związana ze stanem naszego zdrowia i samopoczucia, to jednak prawo do seksu i orgazmu nie należy do katalogu praw człowieka, jako ograniczone wolnością, godnością i podmiotowością drugiej osoby (tam, gdzie wykracza poza masturbację). Tymczasem, prostytucja to także mężczyźni kupujący sobie poczucie kontroli i władzy nad drugą osobą, osiagane także wzbudzaniem strachu, przemocą słowną czy fizyczną, brutalnym traktowaniem [17]. Albo mężczyźni co najmniej zdystansowani, o ile nie całkowicie obojętni, wobec sytuacji wyzysku i eksploatacji, których są jednocześnie beneficjetami [18]. Klienci nie dla wszystkich są przemiłymi panami poszukującymi spełnienia i bliskości, tak jak sutenerzy i stręczyciele bywają nie tylko pomocnymi “managerami”, których maluje w oczach opinii publicznej narracja środowisk sw. Jedni i drudzy bywają też mizoginami, lubującymi się w przemocy wobec kobiet lub bezwzględnymi przestępcami, odmawiającymi kobietom statusu ludzi [19]. Czy środowisko sw naprawdę wierzy, że dekryminalizowanie lub legalizowanie ich roli w mgnieniu oka radykalnie odmieni postawy sprawców albo sprawi, że pozwolą się zastąpić kimś innym? Ta magiczna różdżka niestety nie istnieje, a wiara w jej istnienie to zamykanie oczu na realia, szkodliwa naiwność.

Nie wolno nam tu przeoczać analogii do sytuacji przemocy seksualnej, gdzie gwałciciel także gwałci nie ze względu na popęd seksualny, a chęć dominacji. Albo do sytuacji przemocy domowej, definiowanej obecnie jako “coercive-controlling violence”, wskazującej na aspekt potrzeby kontrolowania kobiety/partnerki jako kluczowy dla postaw i motywacji sprawców. Nie wolno nam pozwalać, by neutralni “klienci” pozostawali dłużej niewidzialni, tak jak w patriarchalnych narracjach tradycyjnie niewidzialni bywają sprawcy wszelkich form przemocy wobec kobiet. Osoby w prostytucji są najczęściej w stosunku do wszystkich innych grup zawodowych narażone na śmierć w wyniku zabójstwa. Praktycznie każda osoba w prostytucji zostanie (wielokrotnie) pobita, co najmniej raz w życiu zostanie zgwałcona – i nie, nie mamy żadnych dowodów na to, że legalizacja czy dekryminalizacja stręczycielstwa oraz sutenerstwa cokolwiek zmienia tu na lepsze. Wierzymy w tej materii na słowo organizacjom samozwańczo twierdzącym, że reprezentują wszystkie osoby w prostytucji, choć jednocześnie na starcie otwarcie wykluczają dużą grupę kobiet. Nie zadajemy niewygodnych pytań i nie wymagamy żadnych kwitów na poparcie pustych deklaracji. 

Podsumowując, model postulujący dekryminalizację czy legalizację sutenerstwa oraz stręczycielstwa zdaje się zakładać, że prostytucja jest nieunikniona oraz niezależna od walki o prawa kobiet jako grupy interesu. Mężczyźni potrzebują po prostu więcej seksu, niż kobiety. Aż tyle, że nie są w stanie zaspokoić swoich potrzeb w ramach wolnych, równych i konsensualnych relacji. To dlatego istnieje prostytucja. Zawsze też znajdzie się jakaś część kobiet, która “wybierze” ją i zaspokoi w ten sposób ową niszę, nie należy przy tym zadawać żadnych pytań o takie kobiety oraz ich motywacje. Feminizm w optyce modelu szwedzkiego uznaje natomiast, że prostytucja nie jest ani nieunikniona, ani uniwersalna, ani ponadczasowa [20]. Że seks nie jest czymś, co po prostu należy się mężczyznom. A z pewnością w nie większym stopniu, niż w ramach czysto konsensualnych stosunków. Zaś kluczowa jest odpowiedzialność mężczyzn w aspekcie podejmowanych przez nich decyzji oraz solidarność kobiet w rozwiązywaniu problemów innych (wszystkich!) kobiet.

Moim zdaniem prostytucja ma swoje źródła w nierównościach i w wielu odmianach przemocy (od ekonomicznej do instytucjonalnej), więc równie dobrze może mieć swój koniec. Bez tego końca nie da się myśleć o realnym równouprawnieniu kobiet i mniejszości. To nie oznacza ani budowania utopii, ani tego, że kogokolwiek wyklucza się z dyskusji, wręcz przeciwnie. W Polsce dyskusja o prostytucji, o prawach i potrzebach osób w prostytucji jest jedną z ważniejszych do przeprowadzenia, ponieważ stan faktyczny w żaden sposób tych osób nie chroni. Wynikające choćby nawet i ze szlachetnej troski (chcę w to wierzyć) pomysły na legalizowanie lub całkowite deregulowanie stręczycielstwa i sutenerstwa (co ciekawe, mobilizowane i finansowane globalnie niezupełnie spontanicznie i oddolnie, a raczej za sprawą osobistych zajawek ekscentrycznych multimilionerów [21]), normalizowanie zjawiska prostytucji w imię poprawy losu osób w prostytucji, nie tylko zwiększa skalę samej prostytucji oraz handlu ludźmi, ale też pogłębia problem wzrastających klasowych i etnicznych nierówności związanych z migracjami oraz problem systemowego ekonomicznego upośledzenia kobiet. W czasach austerity i lawinowo rosnącej grupy pracujących biednych przedstawia prostytucję jako nie tylko najbardziej dostępną, ale i najbardziej racjonalną z opcji, szczególnie dla osób w ciężkiej sytuacji życiowej, czy tych mających na utrzymaniu dzieci i osoby zależne. Ta perspektywa każe nam widzieć prostytucję jako zjawisko neutralne, niezwiązane z problemem równości kobiet i mężczyzn, a nawet konieczne czy wręcz pożyteczne, dające kobietom realną szansę na przetrwanie w świecie bez alternatyw – jak gdyby tworzenie alternatyw dla kobiet nie było naszym wspólnym (feministycznym!) obowiązkiem, ani kluczowym warunkiem dla możliwości zaistnienia samego wolnego i swobodnego wyboru. Wyboru dla wszystkich, nie tylko dla wybranych. Tym samym, zjawisko i cały ruch na rzecz “pełnej dekryminalizacji prostytucji”, a tak naprawdę “dekryminalizacji stręczycielstwa i sutenerstwa”, pozostaje dla mnie kolejną z wielu form konserwowania patriarchatu. Pozostaje najstarszym kłamstwem świata.

Iza Palińska

Za zredagowanie tekstu dziękuję Natalii Rojek.

Za konsultację merytoryczną dziękuję dr Magdalenie Grzyb.

 

Przypisy:

[1] Prostitution and Trafficking in Nine Countries: An Update on Violence and Posttraumatic Stress Disorder

http://www.prostitutionresearch.com/pdf/Prostitutionin9Countries.pdf

[2] New Zealand Prostitutes Collective

[3] A Human Rights Scandal by Kat Banyard

[4] Amnesty International’s Empty Promises: Decriminalization, Prostituted Women, and Sex Trafficking

[5] What Amnesty Did Wrong

[6] Should Keith Vaz step down as home affairs committee chair?

[7] Exposed: The dark underbelly of human trafficking in New Zealand

Human trafficking in NZ: Government accused of having ‚its head in the sand’

Concerns human trafficking is rife in New Zealand

[8] SPACE International

World Without Exploitation

[9] What We Know About Sex Trafficking, Prostitution, and Sexual Exploitation in the U.S., s.7-19

https://endsexualexploitation.org/wp-content/uploads/Research-Summary_What-we-know-about-trafficking-prostitution-and-exploitation-in-US-.pdf

[10] Does legalized prostitution increase human trafficking?

https://eprints.lse.ac.uk/45198/1/Neumayer_Legalized_Prostitution_Increase_2012.pdf

[11] Are Women’s Orgasms Hindered by Phallocentric Imperatives?

[12] Sexual Exploitation and Prostitution and its Impact on Gender Equality STUDY, s.6-8

http://www.europarl.europa.eu/RegData/etudes/etudes/join/2014/493040/IPOL-FEMM_ET(2014)493040_EN.pdf

[13] Global Report on Trafficking in Persons 2018, s.51-56

https://www.unodc.org/documents/data-and-analysis/glotip/2018/GLOTiP_2018_BOOK_web_small.pdf

[14] Apne Aap

La Coalición Regional contra el Tráfico de Mujeres y Niñas en América Latina y el Caribe (CATWLAC)

Coalition Against Trafficking in Women

La Coalición por la Abolición de la Prostitución (CAP internacional)

[15] Violence in the Context of Prostitution: Psychological Impact

https://comum.rcaap.pt/bitstream/10400.26/19440/2/Artigo06_JCardoso_Eng.pdf

[16] Men Who Buy Sex

http://www.educating-voices.com/pdf/eaves.pdf

[17] Evidence For Holding Buyers Accountable

[18] Stop Traffick! Tackling demand for sexual services of trafficked women and girls, s.64

http://www.stoptraffick.ie/wp-content/uploads/2013/03/STOP-TRAFFICK-full-report.pdf

[19] United Nations Office on Drugs and Crime (UNODC), Global Study on Homicide. Gender-related killing of women and girls 2019, s.35

https://www.unodc.org/documents/data-and-analysis/gsh/Booklet_5.pdf

[20] The Swedish Sex Purchase Law: evidence of its impact 

https://www.catwa.org.au/wp-content/uploads/2016/12/NMIN_briefing_on_Sweden_July_16.pdf

[21] Decriminalization of Prostitution: The Soros Effect

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *