Polityka

Nie żal mi was, brunatni chłopcy

Żyjemy w trudnych czasach – i ja, i wy, brunatni chłopcy. I czasem może nawet rozumiem cząstkę waszej złości. Sama ledwo wiążę koniec z końcem, moi najwierniejsi codzienni towarzysze to długi i poczucie niepewnego jutra. Zmiany dokonują się szybko, ciągną gradową chmurą w nieobliczalnych kierunkach; poczucie kontroli i życiowa stabilizacja już dawno rzuciły mi swojskim: spierdalaj. Tak jak i wam, chłopcy, wiele rzeczy na tym świecie mi się nie podoba. Wam nie podobają się „pedalskie” rurki na zgrabnych męskich nogach, mi nie podobają się swastyki przeplatane symbolami Polski Walczącej, którymi obficie stroicie ubranka. Wy macie problem z „dziwkami”, które są od was uzależnione za mało, albo też za bardzo (w waszych kategoriach dla każdej znajdzie się gościnne miejsce), ja mam problem z waszym apodyktycznym maczyzmem, nie widzącym w kobietach pełnoprawnych ludzi. Jak widzicie, na wiele tematów moglibyśmy wymienić uwagi.

Oczywiście, większość kwestii fundamentalnie nas dzieli. Niemniej jest też chyba coś, co zamiast dzielić – łączy. Podobno nie odpowiadają wam śmieciowe umowy, podobno macie dość życia pod kreską. Podobno wkurzają was banki oraz korporacje, wysysające z nas kasę, a w ślad za kasą – życie. Podobno miła jest wam wizja państwa, które nie miga się od opieki nad obywatelami_kami. Podobno tęsknicie za czasami, kiedy pracą dało się zapewnić godny byt rodzinie. Podobno, bo sami chyba nie potraficie dojść z tym do porozumienia, instynktownego buntu przekuć w listę politycznych celów. Może po prostu łatwiej i dogodniej jest wyryczeć niezadowolenie na stadionie lub w dorocznym pochodzie stołeczną ulicą. Wiedzę o was czerpię więc z drugiej ręki i z zasłyszanych plotek, chłopcy, swoich łysych łepków nie wystawiacie bowiem zbyt często poza skorupę swojej hermetycznej grupy. Nie tylko ja zresztą czerpię wiedzę z plotek i nie tylko wy siedzicie w hermetycznych grupach. Dzielę się z wami obrazem widzianym z drugiej strony lustra – czy tylko dlatego to obraz tak krzywy? Nie tylko.

Skrzywiony jest co roku strachem przed waszą agresją, powykręcany wstydem, który zawsze wyprzedza najbardziej prymitywne uczynki oraz wypowiedzi. Tak, patrząc na was, wstydzimy się zawsze – jesteśmy wspólnotą, ciężko was się wyprzeć. A wy prawie nigdy nie zawodzicie oczekiwań, chłopcy. Dzielnie sypiecie wprost w kamery kurwami i jobami, w swoim mniemaniu okazując w ten sposób ostateczną pogardę establishmentowi. Ryczycie, odpalacie race i demolujecie co wam wpadnie w ręce, demonstrując siłę nie tyle ślepą, co całkiem bezmyślną. „To wszystko dlatego, że nie ma możliwości, nie ma pracy i nie ma perspektyw” słyszę zewsząd – o was. Zresztą, sama nie dalej, niż rok-dwa lata temu mówiłam to samo. Zmieniłam zdanie i mówię wam teraz – nie żal mi was, chłopcy. Nie żal mi waszych zmarnowanych, brunatnych życiorysów ani pokiereszowanych psychik w tym samym kolorze.

A to dlatego, że już nie wierzę w wasze trudne starty, w tragiczne dzieciństwo. W ciężkie doświadczenia, co wypluwają monstra. Wierzę, ba!, wiem to, że ciężko jest wszystkim – a przecież nie wszyscy maszerują z wami. Podejrzewam, że zjeżdżacie się 11 listopada i maszerujecie zupełnie inaczej, niż nam to mówicie. Idziecie w innym celu, niż zmiany na lepsze. Gdyby chodziło wam o zmiany – byłoby was widać częściej i w scenerii cokolwiek bardziej urozmaiconej. W rolach bardziej zróżnicowanych, niż tych dyskobolów, co to cyzelują pozy i sylwetki z pomocą kostki Bauma. Podejrzewam, brunatni chłopcy, że idziecie zupełnie dla siebie, w poczuciu wyższości i po poczucie władzy. Po upajanie się własną wielkością i mocą, której doświadczacie tylko będąc w (tu akt szorstkiej szczerości) jakże swojskiej kupie. Proste odreagowanie frustracji to etap, na którym jesteście i wolicie zostać. Najbardziej jara was spuszczanie ciśnienia spuszczaniem wpierdolu. Wybuchy niekontrolowanej agresji dają wam poczucie sprawstwa, zaś satysfakcję czerpiecie z nakręcania strachu. Niemiła jest wam myśl o opuszczaniu tego stanu wiecznego chłopięctwa. Za cel ostateczny stawiacie sobie najprostszą destrukcję.

Idziecie w listopadowym pochodzie po swoje interesy, tylko i wyłącznie. Okryci żałobą po dawno minionych lub tych w oczach traconych, samczych przywilejach. Nie widzicie i nie chcecie zrozumieć, że ani świat, ani Polska to nie jest przestrzeń na wyłączność dla was, egzemplarzy sformatowanych pod ten sam kształt, deseń, rozmiar. Jesteście małymi kłamczuszkami, chłopcy, sobie i wszystkim wokoło ciągle powtarzając: oto patriotyzm! Na waszych sztandarach powinno stać raczej: Polska dla nas! My! O nas! Ja i dla mnie! O mnie! Dlaczego wstydzicie się nazwać rzeczy po imieniu, chłopcy? Dlaczego udajecie, że w grę wchodzi cokolwiek, ponad wasz egotyzm? Dlaczego nie przyznajecie, że agresja i frustracja kryje niezaspokojone potrzeby oraz aspiracje – mężczyzn, pracowników, ludzi? Kiedyś może wam współczułam, chłopcy – i dookoła słyszę wciąż wiele współczucia; bo czasy ciężkie i jutro niepewne, bo takie z was, nieco zdegenerowane, lecz jednak – ofiary.

Nie jest mi was żal, brunatni chłopcy i nie zamierzam więcej poświęcać wam serca. Ani minuty dłużej nie będę się litować z szacunku do ludzi, którzy mając mniej niż wy – nie maszerują z wami. Nie pozwolę sobie więcej wmawiać, że wasze zachowanie to czysty behawioryzm łamany przez marksizm. Nie wierzę, że waszą świadomość określa wasz byt, bo czas najwyższy, żebyśmy przejrzeli, przejrzały na oczy – nasz wspólny byt jest ciężki, a przecież nie idziemy z wami. Nie wierzę, że mając pracę, pieniądze i spokój bylibyście bardziej znośną wersją samych siebie. Po prostu, gdzie indziej szukalibyście przewagi, dowartościowania. Zawsze czyimś kosztem, zawsze tylko sobie. Nie chcę dla was przekupstw, obietnic dobrobytu i nie chcę powtarzać: lepszy rynek pracy zrobiłby z was ludzi, ukrócił wasz faszyzm. Bo skoro tylko czegoś wam zabraknie – zjawicie się zaraz, by zabrać to siłą i wymusić groźbą, co wam się podoba. Biorąc zawsze dla siebie i tylko dla siebie, solidarność z innymi mając za głupotę.

Nie jest mi was żal, brunatni chłopcy i nigdy nie będzie. Bo bardziej żal mi waszych ofiar, którymi prędzej czy później wszystkie_scy się staniemy.

/tekst napisany 11 listopada 2015 roku/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *