Inne teksty

O moich wyborach przed wyborami do PE

Zostały 3 dni, a ja wciąż nie wiem, na kogo zagłosuję w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

W nadchodzących wyborach i w danych mi wyborach nie czuję się w ogóle reprezentowana. Nie uważam, bym mogła z przekonaniem i czystym sumieniem głosować na lewicę – nie dostałam do wyboru takiego wyboru. Nie chcę głosować na produkty marketingowe niewiadomego składu oraz pochodzenia. Nie chcę też głosować na ludzi wierzących, że władza im się należy w charakterze rekompensaty za niezaspokojone z winy kapitalizmu życiowe ambicje.

Chciałabym móc typować wynik tak: mające cokolwiek wspólnego z lewicą komitety/ugrupowania jeszcze i tym razem z kretesem przerżną. Będzie to punkt wyjścia do poprzestawiania na szachownicy paru kluczowych figur oraz wreszcie sensownego lewicowego frontu w parlamentarnych wyborach jesienią.

Niestety, bardziej prawdopodobny scenariusz to taki: tym razem jeszcze przerżną i będzie to punkt wyjścia do przerżnięcia jesienią jeszcze bardziej i z większym kretesem.

Na myśl o tym po raz pierwszy naprawdę czuję na karku ciepły, nieświeży oddech skrajnej prawicy. Ale też nikogo nie będę namawiać do głosowania na „mniejsze zło”. To mit, że od sumy naszych indywidualnych wyborów zależy więcej, niż od masy krytycznej okoliczności, które są odpowiedzialne za wybory nam w ogóle dostępne. Nie głosujmy wbrew sobie, po prostu.

W ostateczności oddam głos na osobę (rzecz jasna kobietę), której lewicowemu dorobkowi i doświadczeniu najbardziej ufam. Zaufam także, że dobrze wie, co robi. Obojętnie, czy robi to w ramach marketingowego produktu, czy w ramach miałkich przepychanek o ważność i prestiż.

Bogini, miej nas w opiece w tych ciekawych czasach, w których tak nam wszystkim potrzebna lewica w żadnej z wybieranych przez siebie person nie jest wiarygodna.

***

Tekst pierwotnie ukazał się na Facebooku 22 maja 2019 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *