Inne teksty

O wolność sprawców przemocy

Z serii: zaskakujące sojusze i zaskakujące wnioski.

W Holandii ruch feministycznej i chrześcijańskiej młodzieży łączy siły, by model tzw. całkowitej legalizacji prostytucji (kluczowa jest tu legalizacja stręczycielstwa i sutenerstwa, nie osób zajmujących się prostytucją) zastąpić modelem szwedzkim (kryminalizującym wszystkie strony z wyjątkiem osób w prostytucji, łącznie a nawet ze szczególnym uwzględnieniem osób kupujących seks).

Artykuł na ten temat dziennikarka BBC kończy zaskakującą pointą: But any drastic overturn of the Netherlands’ current liberal laws will face opposition from those in politics and society who see prostitution as a symbol of freedom rather than repression.

Kumacie – prostytucja jako wolność. WOLNOŚĆ. Powiało Orwellem. Czyja wolność? W świecie, który wyklucza kobiety z podziału dóbr i władzy oraz stosuje wobec nich strukturalną przemoc ekonomiczną zmierzoną dotychczas na pierdylion pomysłowych sposobów. W świecie radykalnie pogłębiających się nierówności i neoliberalnej polityki austerity, zrzucających na barki kobiet niemal wyłączną odpowiedzialność za opiekę nad osobami zależnymi (starszymi i dziećmi).

Nie o wolność kobiet do wybierania życia w prostytucji tutaj przecież chodzi. Ogromna większość kobiet w legalnym niemieckim i holenderskim seks-biznesie to imigrantki z biednych krajów, często nawet bez znajomości lokalnego języka. Jakie wybory się im oferuje? Btw, model szwedzki kwestię wyboru traktuje wiążąco, poważnie i nieżyczeniowo – prócz kryminalizowania sprawców finansuje programy przekwalifikowania i tworzenia miejsc pracy dla tzw. „prostitution survivors”. Co się wtedy okazuje? Osób „wybierających” mimo wszystko prostytucję pozostaje promil.

Sednem tej dyskusji jest kwestionowana przez model szwedzki wolność mężczyzn (98% klientów) do podejmowania autonomicznej, jednostronnej, opartej na gigantycznym ekonomicznym (politycznym i kulturowym) przywileju decyzji, że nieskrępowany dostęp do ciał innych osób im się po prostu należy i po prostu mogą go sobie kupić za dowolną cenę. Tej ceny nie płacą zresztą oni sami – legalny seks-biznes owocuje zwiększonym popytem, zwiększoną podażą, spadkiem stawek, wzrostem wymagań oraz rozmaitych ryzyk.

I ta nasza dyskusja o „wolności” wciąż nawet jeszcze nie tknęła tematu opracowań jasno wskazujących na nierozerwalny charakter powiązań między prostytucją oraz handlem ludźmi. Albo opracowań definiujących wprost samą prostytucję jako formę przemocy (powszechna przemoc seksualna i fizyczna to zaledwie widome objawy przyzwolenia na nią). Albo wskazujących, że mężczyzn kupujących seks nie interesuje kompletnie los, bezpieczeństwo, status prawny ani dobrostan osób, z których „usług” korzystają, nawet jeśli są przekonani, że sami wobec nich nie stosują żadnej przemocy. Tak, jak w gwałcie nie chodzi o seks, tak nie chodzi o seks w prostytucji (większość mężczyzn przyznających się do zakupu seksu deklaruje, że pozostaje w związkach lub posiada stałe partnerki seksualne/partnerów). Chodzi o poczucie kontroli i władzy.

Więc tak, jeśli wolność mężczyzn do uprzedmiotawiania kobiet (oraz nieheteroseksualnych mężczyzn oraz dzieci) jest kluczowym aspektem tej dyskusji – rozmawiajmy swobodnie o wolności. O wolności wielkich nieobecnych wszelkich dyskusji o nierównościach i przemocy – ich beneficjentów oraz sprawców. Wtedy jasno będzie można wyartykułować, że w nosie mamy ich cieplarnianą wolność realizowaną kosztem podstawowych praw reszty świata.

***

Tekst pierwotnie ukazał się na Facebooku 10 kwietnia 2019 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *