Inne teksty

Ojcowie, do dzieci

Dlaczego włączenie się (nie: włączenie) ojców w opiekę nad dziećmi całkowicie i na równi jest takie ważne?

Dlatego, że wtedy kolejne pokolenia mają szanse uwewnętrznić sobie przekonanie, że mężczyźni w relacjach prywatnych mogą z powodzeniem zaspokajać potrzeby (w tym emocjonalne) innych, a nie tylko wymagać od całego otoczenia, w szczególności partnerek, zaspokajania ich własnych potrzeb.

I w tym miejscu pewnie wiele osób oburzy się w serduszku: ale jak to, przecież zaspokajam! ja taki nie jestem! mój związek taki nie jest! I w tym miejscu przed oczami niezliczone (!) sytuacje, w których mężczyźni priorytetyzują siebie kompletnie odruchowo i bezwiednie. Nawet, jeśli chcą czegoś „dla kogoś” to dziwnym trafem im osobiście w zasadzie też tak akurat byłoby na rękę. I w tym miejscu przed oczami niezliczone sytuacje, kiedy inne osoby odpuszczają temat, bo w zasadzie nie potrafią nazwać problemu, a próba nazwania problemu sama zostanie nazwana „aferą”.

No więc mam nosie potrzeby mężczyzn, mam dla potrzeb mężczyzn okrągłe zero poważania. Potrzeby innych osób są unieważniane i marginalizowane tak długo i tak skutecznie, że zajmowanie się uczuciami i potrzebami tych pierwszych choćby przez sekundę dłużej – znajduję największą obrazą dla elementarnego poczucia sprawiedliwości. Nie da się zaspokajać potrzeb osób dyskryminowanych w kółko oglądając się, czy mężczyźni wciąż i nieustannie dostają tyle samo – czasu, uwagi, wsparcia, czułości, uznania, pieniędzy, władzy, seksu, orgazmów. Jak tylko zaczynają dostawać trochę mniej – zaraz wrzeszczą. A ponieważ wrzeszczą, gdy dostają mniej – dostają w kółko tyle samo. Ponieważ dostają ciągle tyle samo to już nie wystarcza, jak zwykle nie wystarcza, czasu, uwagi, wsparcia, czułości, uznania, pieniędzy, władzy, seksu, orgazmów dla reszty. Nie, nie. Nie tędy droga.

Tu trzeba dobrowolnie oddać. Przestać realizować siebie „bezwiednie” czyimś kosztem, bo umówmy się – koszty zawsze bardzo dobrze widać, i to gołym okiem. Trzeba sporo treningu i samozaparcia w tym, by nauczyć się ignorować ten widok, koncentrując się wyłącznie na sobie, zaspokajając głównie i w pierwszym rzędzie siebie. Mówiąc pozostałym, że to dla ich dobra.

Oddać. Nie tylko publicznie – w politycznych deklaracjach i w lajkach na fejsie. Z tego miejsca pozdrowienia dla długiej historii lajkujących moje posty kolegów, o których z czasem dowiadywałam się, jak parszywie prywatnie traktują partnerki, nie wahając się sięgać po manipulację, seksualne i emocjonalne żerowanie na drugiej osobie, przemoc. Przecież najważniejsze potrzeby to ich własne potrzeby. Usta pełne ideałów, ale w domu i łóżku to przecież „zupełnie inna sprawa”, „jesteśmy dorośli”, „to nasze wybory”. No właśnie, wybieramy ciągle na nowo zdejmowanie z mężczyzn odpowiedzialności. To kobieta mówiąca o doznanej od partnera krzywdzie jest konfrontowana przez wspólne towarzyskie kręgi: z tą krzywdą i ze sobą samą, przepytywana, społecznie diagnozowana, traktowana podejrzliwie. Kto z was ostatnio poszedł z zasłyszaną historią o toksycznym koledze do niego samego, skonfrontować go z faktem, że mógł kogoś (niechby i bezwiednie) skrzywdzić? Co w związku z tym zamierza zrobić? Jak chce tego uniknąć w przyszłości? No właśnie.

Dość mam mówienia w kółko o krzywdach kobiet i bezmyślności mężczyzn, to dołujące. Chciałabym zająć się czasem innymi tematami. Ale w dość dobrze znanym mi obszarze płciowej nierównowagi wciąż od czasu do czasu znajdzie się coś, co wyprowadzi mnie z równowagi, oburzy swoją hipokryzją albo naiwnością. Dziś taką naiwnością jest hasło „jesteśmy dorośli” w odniesieniu do osób, kobiet, mówiących, że zostały źle potraktowane w intymnych relacjach. Jesteśmy dorośli – czyli to nasza „dorosła” odpowiedzialność, by nie dać się skrzywdzić lub ponosić „dorośle” konsekwencje krzywdy? Jesteśmy dorośli – niektóre z nas chyba bardziej, a niektórzy mniej w połączeniu z faktem, że w patriarchacie to właśnie najczęściej dorosłe kobiety doznają seksualnej i emocjonalnej krzywdy od najbliższych osób, dorosłych mężczyzn, który to rodzaj krzywdy w szczególny sposób nie jest definiowany publicznie, ale bez wątpienia mocno wpływa na wtórną społeczną, polityczną i ekonomiczną bezbronność i słabszą pozycję kobiet. W połączeniu z nazwiskami – najczęściej tych uśmiechniętych, sympatycznych, serdecznych kolegów, spieszących mówić mi, jak bardzo cenią moją feministyczną robotę.

Patrzę na takich kolegów i irytuje mnie sam widok – jak wciąż możecie nie rozumieć? Albo udawać, że nie rozumiecie? To wy macie się starać. To wy macie się zmieniać. To wy macie nadążać. To wy macie dawać, a nie tylko brać, albo dawać zupełnie inaczej, niż zwykle o tym myślicie (mniej lub bardziej świadomie przez pryzmat własnych potrzeb). Ja nie proszę, żądam. To wy, póki tego nie robicie, jesteście moim celem. Ci z was, którzy manipulują, wykorzystują, szukają poczucia dowartościowania i kontroli kosztem kobiet w relacjach prywatnych, wiedząc, że to bezkarne i łatwe (co też nie musi objawiać się fizyczną przemocą, by było przemocą), tym samym te swoje prywatne relacje upolityczniają, stają się moimi wrogami. Zło ma więcej twarzy, niż faszyzm, nie tylko wśród osób, które „są dorosłe”, lecz zwłaszcza wśród osób, które są dorosłe. Mężczyźni maltretujący bliskie sobie osoby emocjonalnie lub fizycznie, bazując na systemowej wszechstronnej przewadze, jaką daje im płeć – sami także stają się częścią brunatnej fali.

A więc z powrotem do rzeczy: ojcowie włączający się w równym stopniu w opiekę nad dziećmi i mężczyźni zainteresowani zaspokajaniem realnych potrzeb swoich partnerek, nie tylko ich potrzeb projektowanych przez siebie, pod siebie – niosą z sobą największy potencjał do zmian. Chcesz uważać się za przyzwoitego człowieka i dobrego feministę? Jak ze wszystkim: zacznij od własnego domu. Dawaj tam z siebie więcej, niż myślisz, że masz (nie tylko „połowę”, która to rzekoma połowa po pomiarach rzadko kiedy sięga choćby i 30%). Tak jak robi to wciąż zbyt wiele matek.

Bo to też przy okazji mój okolicznościowy tekst na Dzień Matki i życzenia dla nich. Okolicznościowej matkopolskiej martyrologii nie będzie, ani też zwyczajowego wychwalania matczynej skłonności do poświęceń (będącego przy okazji żelaznym przypomnieniem, że tych poświęceń się wymaga i się je z nich rozlicza). Czas na daleko idące poświęcenia ze strony partnerów i ojców, najwyższy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *