Inne teksty

„Pełna dekryminalizacja” – stręczycielstwa oraz sutenerstwa

Znany jest wam pewnie postulat „pełnej dekryminalizacji prostytucji”? Pojawia się ostatnio także w lewicowych, anarchistycznych i feministycznych kręgach – modnie jest teraz postulować „pełną dekryminalizację prostytucji”.

Sama prostytucja była niegdyś nielegalna, to fakt. To jedna z najciemniejszych i najhaniebniejszych kart historii i patriarchatu. Obarczanie kobiet odpowiedzialnością i winą za czyny mężczyzn, karanie za nie kobiet. Odwieczna hipokryzja. Z upływem czasu prostytucja w większości rozwiniętych państw została jednak skutecznie zdekryminalizowana i kobiety w Polsce nie są już za nią ścigane. I niech tak pozostanie na wieki, bo łaska backlashu i mizoginii na pstrym koniu jeździ.

Co wobec tego oznacza hasło: „pełna dekryminalizacja prostytucji”? Ano oznacza ono dekryminalizację stręczycielstwa, sutenerstwa oraz kupowania usług seksualnych (kryminalizowanych w tzw. modelu szwedzkim, dekryminalizowanych w modelu niemieckim, holenderskim czy nowozelandzkim). Oto, kogo chcą dekryminalizować te dumnie postępowe kręgi – bohaterów takich artykułów, zbijających fortuny na niewolnictwie kobiet. Przede wszystkim kobiet-migrantek z biednych krajów, samotnych matek, osób doświadczających rozmaitych form wykluczenia i przemocy ze względu na płeć. To już dzieje się w Europie. Szacuje się, że ponad 80% kobiet pracujących w burdelach Niemiec i Holandii to osoby o narodowości innej, niż niemiecka/holenderska.

Nie dajcie się zwieść. Sama instytucja prostytucji to forma systemowej przemocy wobec kobiet, oparta o wymyśloną przez patriarchat nierównowagę zasobów: to mężczyźni mają tu zasoby (pieniądze, pieniądze, władzę, kolegów, pieniądze, sztamę, bezkarność i jeszcze więcej pieniędzy i władzy) – a kobiety mają głównie ciała, do których nieograniczonego (konsentem, poczuciem odpowiedzialności za swoje czyny czy mordęgą wykonywania jakiekolwiek pracy emocjonalnej) dostępu chcą mężczyźni. Chcą ich, nie musząc liczyć się ze zdaniem ich właścicielek w temacie – właśnie po to istnieje prostytucja. Fakt, że to właśnie sztama na linii państwo-sutenerzy okazuje się zwieńczeniem całego łańcucha przywilejów mężczyzn blisko związanych z państwową, polityczną władzą w ogóle mnie nie dziwi. Mężczyźni władzę rozwijają, fetyszyzują i upajają się nią, właśnie jako możliwością sprawowania nieogarniczonej kontroli nad osobami władzy pozbawionymi, przede wszystkim nad kobietami – władza w takim ujęciu polega na perwersyjnym łamaniu praw osób władzy pozbawionych. Prostytucja to jest metafora politycznej bezsilności kobiet.

Oto, co i kogo chcecie dekryminalizować. Odpowiadam: po moim feministycznym trupie.

#enddemand #nordicmodelnow

***

Tekst pierwotnie ukazał się na Facebooku 4 października 2019 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *