Feminizm, Polityka

Polityka seksu

Temat świadomej zgody na seks (konsent) oraz nadużyć, manipulacji czy zwyczajnej przemocy wiążących się z sytuacjami jej braku wałkujemy już od dość dawna. Od samego zarania #metoo, a końca ciągle nie widać. Reflektor napędzany tymi dyskusjami na szczęście nie gaśnie, oświetla coraz to nowe obszary rzeczywistości, dotąd pozostające w cieniu – nieukazane, niewypowiedziane, napędzające się właśnie mrokiem i w mroku. W tym samym mroku, w którym wiele z nas spędziło całe lata życia, dławiąc się własną niezgodą i bezradnością, latami pod ścianą, gdy protezy, imitacje zgody były z nas wymuszane na milion sposobów. I ciągle, uparcie, oficjalnie nazywane zgodą. Opowiadane tak światu wbrew nam, naszym odczuciom oraz doświadczeniu.

Najnowsza odsłona tego spektaklu rzeczywistości znów – i zupełnie nieprzypadkowo – traktuje o mężczyznach lubiących o sobie myśleć: feminiści. Chodzi o redakcję-kolektyw internetowego czasopisma Opinia Bieżąca. Niezależnego medium utworzonego w kontrze do mainstreamowej, nierównościowej, wykluczającej narracji, medium, które miało być bastionem lewicowej perspektywy, wrażliwości i budowanych na tych podstawach międzyludzkich relacji. Medium tworzonego przez bardzo młode, zdawałoby się nieskażone jeszcze tak bardzo przemocowymi schematami osoby. Okazało się, że oczekiwania zawieszone bardzo wysoko przy pierwszej okazji, gdy nimi potrząsnąć rozpadły się w pył. Maja Staśko na łamach Codziennika Feministycznego opublikowała demaskujący hipokryzję tego środowiska tekst. Tekst pokazujący, jak rzekomo horyzontalna, niehierarchiczna struktura jest prywatnym poletkiem seksualnym kilku zintegrowanych ze sobą, trzymających bezwzględną sztamę kolegów. Solidarność pojmujących zdecydowanie mało progresywnie. Którzy będą eliminować ze wspólnej przestrzeni kobiety, które ich (już albo w ogóle) nie chcą, nie interesują, są im seksualnie niepotrzebne albo nieposłuszne. Okazało się, że nierzadko to właśnie na budowaniu atmosfery uprzedmiotowienia oraz symbolicznej władzy nad seksualnością koleżanek cementowało się poczucie lewicowej wspólnoty młodzieńców, o których mowa. Słowem i czynem, a gdy trzeba także przemilczeniem i ignorowaniem, ostracyzmem wobec byłych dziewczyn, których jedyną zbrodnią wobec zasad kolektywu było: przestać sypiać z jednym z jego, nomen omen, członków. Ostracyzmem także wobec osób upominających się o prawa w taki sposób potraktowanych koleżanek. Nigdy wobec mężczyzn, którzy uzurpowali sobie prawa do czyjejś seksualności „żartami”, niewybrednymi propozycjami, czy nawet niechcianymi czynami. Nigdy kwestionowaniem „oczywistego” przywileju heteroseksualnych mężczyzn, by środowisko aktywistyczne i polityczne traktować jako własny, prywatny, seksualny folwark, choć kobiety w tymże środowisku były w co najmniej równym stopniu co oni jego twórczyniami, nie zasobem do wykorzystania. Nie, to zupełnie nie jest przypadek, że w centrum tego konfliktu pojawił się seks z całym problematycznym bagażem #metoo.

Uzurpowanie sobie prawa do ciał i seksualności kobiet to najskuteczniejsza taktyka pozwalająca na ich symboliczną oraz faktyczną degradację, odsunięcie ich od możliwości przejęcia dyskursu i władzy. W sytuacji, gdy społeczny prestiż męskości dramatycznie spada, a profity związane z męskością już dawno niepewne. W sytuacji, kiedy lęk przed wyemancypowaną, sprawczą, niezależną kobiecością (konkurencją!) rośnie. Męska solidarność wobec seksualnego przywileju innych mężczyzn zabezpiecza nawet tych słabszych, najsłabszych przed utratą symbolicznej dominującej pozycji, dlatego opłaca się trzymać z samcami alfa, ich strategiami seksualnego wyzysku, podboju i manipulacji. Jeden jest gwarantem trwania porządku, w którym teoretycznie pewnego dnia może się powieść i reszcie. Nawet dla lewaków społeczna i środowiskowa wygrana oznacza w ten sposób: wezmę wszystko, bez względu na wszystkie, wolno mi! Znaczy to tyle, że: na tym widocznie polega ten system, a ja akceptuję jego zasady, przynajmniej w tym zakresie. Nie akceptuję wyłącznie tego, czego system jako facetowi akurat mi odmawia. I tylko udaję, że go kwestionuję, że chodzi mi o wolność dla wszystkich i szacunek dla wszystkich.

Kobieca seksualność i jej represjonowanie/racjonowanie jest kluczem do magicznego splotu dominacji, władzy, możliwości czerpania w kapitalizmie wielu rozmaitych, acz niezasłużonych społecznych korzyści, mniej lub bardziej wymiernych oraz materialnych (od żywej gotówki po środowiskowy prestiż wśród habilitowanych marksistów). Kobieca nieskrępowana seksualność leży u podstaw wszystkich tych rzeczy, które jako społeczeństwo i jednostki poświęcamy w imię trwania patriarchatu, kapitalizmu, nowoczesnej demokracji parlamentarnej i jako-takiego społecznego ładu. Innego w końcu nie znamy. Kobieca nieskrępowana naszymi zbiorowymi oczekiwaniami seksualność oraz pożądanie jest tym, czego najbardziej się boimy, co mogłoby do góry nogami wywrócić porządek społeczny, w którym funkcjonujemy. Republika kobiet uprawiających seks z kim chcą, kiedy chcą. Mających w nosie kategorię ojcostwa w odniesieniu do swoich kolejnych dzieci, lub niemających dzieci wcale, skupionych na intensywnej, nieracjonalnej, nikomu prócz nich nieprzynoszącej profitów przyjemności. Kobiet z powodzeniem oddzielających miłość od pożądania. Nie, raczej nie ma obaw, nie skończyłoby się na pozamykaniu przez romantycznie usposobione niewiasty wszystkich heteromężczyzn w klatkach monogamicznych, trwałych, purytańskich związków i to już przy okazji pierwszego stosunku. Monogamiczne, trwałe związki i rodziny, fetysz miłości oraz poświęcenia to dla kobiet ersatz, zbiorowy substytut stabilnej życiowej pozycji, elementarnego poczucia bezpieczeństwa, namiastka kontroli oraz szacunku, do których w niemal każdym innym wypadku ciągle nie mają dostępu.

Niektóre z nas lubią jednak o sobie myśleć, że prowadzą lub mogłyby prowadzić swobodne, wolne, niezależne życie seksualne. Może nawet prowadzą je – w ukryciu, by nie drażnić bestii opinii publicznej. Rzeczy, które wydarzają się w naszym łóżku zachowujemy dla siebie lub podajemy do wiadomości pojedynczych, wybranych osób, dbamy o dyskrecję. Nie chełpimy się podbojami, nie otacza nas nimb „chłopiarek” (mamy na to w ogóle jakiekolwiek słowo?). O naiwne z nas, które sądzą, że swoboda seksualna mężczyzn jest gwarancją ich własnej swobody seksualnej! Dlatego oburzacie się, kiedy piszę, że należy sporządzać listy i udostępniać sobie nawzajem nazwiska mężczyzn lewicy, żerujących seksualnie na kobietach. Dlatego powtarzacie wtedy po Agnieszce Graff, że to nas doprowadzi prosto do jakiejś formy nowego purytanizmu, totalnej konserwy. Naprawdę nie widzicie, że w patriarchacie seksualność i pożądanie kobiet nie funkcjonują na równi z pożądaniem i seksualnością mężczyzn? Nie widzicie, że siedzimy zapuszkowane w tej konserwie my same, a konsumują swobodnie wyłącznie koledzy?

Nie ma mowy o pełnej „swobodzie seksualnej” wszystkich osób. Kobietom nie udziela się tych samych praw w zakresie ekspresji seksualnej, żadne zaklęcia tutaj nie pomogą. Kobiety są drobiazgowo i surowo warunkowane do autocenzurowania się w tym zakresie. Wiadomo, że za odstępstwo od normy seksualnej, dużo bardziej restrykcyjnej, niż w przypadku mężczyzn, zostaną napiętnowane oraz ukarane. Poniosą konsekwencje, społeczne oraz indywidualne. O ile się tylko dowiemy, podwójny standard nie pozwoli nam tego przemilczeć, do seksualnej swobody dowolnej kobiety dopisując różne niefajne efekty uboczne (głupia, zimna, zaburzona, straumatyzowana etc.). Robimy więc swoje, w ukryciu. Koledzy robią więc swoje – otwarcie, beztrosko, bezmyślnie. Przecież to ciągle ta sama „swoboda seksualna”.

Wracając do sytuacji w redakcji Opinii Bieżącej. Nie sposób nie pokusić się o wniosek, że to właśnie ze względu na niebezpieczną bliskość deklarowanych przez to środowisko wartości oraz potencjalnych możliwości funkcjonujących w nim kobiet, by sięgnąć po realną pozycję i władzę (do czego miały i mają bezspornie kompetencje) – właśnie dlatego doszło do zawiązania męskiej sztamy z podtekstem seksualnym. Tam, gdzie deklarujemy pełną równość płci heteroseks, seksualny przywilej i podwójny standard stają się ostatnimi z dostępnych narzędzi utrzymania męskiej nadrzędnej pozycji. To działająca bez pudła metoda ograniczenia wewnętrznej konkurencji do grupy mężczyzn, do ich własnej wewnętrznej hierarchii. Kobiety nieposłuszne lub niedostępne seksualnie zostaną usunięte z grupy lub same uciekną, wskutek sabotażu. Właśnie dlatego, że kobiety w redakcji Opnii Bieżącej wedle wszystkich znaków na niebie i ziemi powinny były zacząć funkcjonować w redakcji-kolektywie na równych prawach i w równym stopniu sięgać po wszystko, co było do wzięcia – natychmiast i odruchowo zostały od nich odsunięte, z pomocą samczej solidarności i kultury „podrywu”. Te ostatnie bywają w różnych „progresywnych” środowiskach mniej lub bardziej świadomie kultywowane po to, by odesłać koleżanki z powrotem na „ich miejsce”, miejsce seksualnego zasobu. By nie dopuścić do faktycznej równości, której rzekomo wszystkie, wszyscy chcemy, dostępnej podobno przecież tuż, na wyciągnięcie ręki.

Oraz, naprawdę, nie jest niewyobrażalnym poświęceniem odwiązać robienie polityki od uprawiania seksu. Szczególnie w przypadku mężczyzn sprawujących rozmaite organizacyjne funkcje. Szczególnie w przypadku osób, które seks z ciągle nowymi osobami traktują jako styl bycia, niezależnie od potrzeb i oczekiwań tych ciągle nowych osób. Szczególnie w przypadku, kiedy kobiety czują się pokrzywdzone i wmanewrowane w środowiskowe seksualnie nacechowane relacje tam, gdzie przyszły głównie po to, by działać publicznie oraz politycznie. Szczególnie w przypadkach, kiedy kobiety po wszystkim czują się chronicznie pokrzywdzone, modelowo wręcz wykorzystane.

Wymóg czy oczekiwanie, by mężczyźni traktowali własny seksualny przywilej refleksyjnie i odpowiedzialnie, kontrolowali się albo samoograniczali, szczególnie na lewicy i szczególnie w sytuacji, kiedy to właśnie ich działania powodują, że kobiet z życia publicznego raczej dramatycznie ubywa, niż spektakularnie przybywa – to nie jest niewyobrażalna krzywda wyrządzana mężczyznom. To minimum przyzwoitości, absolutna namiastka brakującej równowagi w sytuacji, kiedy seksualna ekspresja kobiet jest (jest bez wątpienia!) skrajnie systemowo tłamszona. Wymóg, by mężczyźni do swego seksualnego przywileju w lewicowych organizacjach zaczęli podchodzić odpowiedzialnie oraz refleksyjnie nie służy też tworzeniu sztucznej symetrii tam, gdzie jej nie ma i stawianiu przed kobietami identycznych wymogów. Potężna większość kobiet już teraz zmuszona jest zazwyczaj wykonać nad swoją seksualnością kawał żmudnej roboty w życiu, zanim oswoi ją, pozna, odstroi od społecznych seksistowskich konwenansów i dostroi choć trochę bardziej do własnych potrzeb. Tak, miewamy fajny seks. Tak, mamy coraz większą świadomość własnego ciała, mimo ciągłych cięgów, jakie nasze ciała dostają w warstwie symbolicznej i fizycznej. Tak, to często my mamy ochotę na seks i inicjujemy go. Nawet w patriarchacie i pomimo seksizmu. Nie jesteśmy w seksie wyłącznie ofiarami, a z pewnością nie jesteśmy ofiarami każdego z naszych kolejnych seksualnych partnerów. Namiętność czasem wystarcza za chwilową seksualną równość.

Ale to właśnie mężczyzn, a nie nas chroni i otacza seksualny przywilej. To mężczyznom przysługuje nie tylko niepisane, lecz też rzeczywiste prawo, by seks traktować jako walutę społecznych korzyści, a nie kosztów. To mężczyźni mniej lub bardziej świadomie odtwarzają ciągle sieć porozumienia utkaną z uprzedmiatawiającego języka i zachowania, nieustannie przypominając kobietom o ich miejscu w tym systemie społecznej wymiany. Kobiety w tym systemie i w tej wymianie nie są i nie będą nigdy podmiotami. Skończmy z fikcją myślenia o tym, że nasze indywidualne erotyczne relacje, choćby najbardziej konsensualne, namiętne, przyjemne czy romantyczne, są w stanie to zmienić. Nie, nie są w stanie. Dokładnie w takim samym stopniu robimy politykę pracując razem w lewicowych organizacjach czy tworząc lewicowe media, co robimy ją uprawiając seks. Wyjściowe i docelowe pozycje kobiety i mężczyzny w heteroseksualnym seksie różnią się diametralnie. Dlatego nie, nie możemy załatwić i zbyć wszystkiego hasłem, że przecież był konsent, że przecież swoboda seksualna, że nie wtrącajmy się dorosłym ludziom do łóżek. Pielęgnowanie w sobie i innych przekonania o istniejących tu i teraz równych prawach mężczyzn i kobiet w seksie tak samo, jak gdziekolwiek indziej przynosi rezultaty dokładnie odwrotne od oczekiwanych – skutecznie i głęboko utrwala najbardziej niesprawiedliwe, jaskrawe nierówności. W dostępie do seksu, do władzy, autorytetu, pieniędzy, szacunku. W dostępie do seksu, a więc co za tym idzie – do całej reszty społecznych korzyści, z których za pomocą seksualnej solidarności mężczyzn kobiety są ciągle wykluczane, jako przedmiot a nie podmiot tych relacji.

Kobiety, które uprawiają swobodny seks z kim chcą i kiedy chcą, otwarcie artykułują swoje seksualne potrzeby i pożądanie, nie mają powodów ani potrzeby ukrywania przed opinią innych ludzi informacji o swoim życiu seksualnym – to nie jest obraz świata, w jakim żyjemy, to jest pieśń przyszłości. Niezależnie od tego, jak bardzo polska lewica uważa się za progresywną i awangardową w tym obszarze (tu ironiczny chichot), nikt z nas nie jest tu wyjątkiem. Jasno pokazują i potwierdzają to kolejne relacje pokrzywdzonych kobiet – takie jak dziewczyn z Opinii Bieżącej.

Więc koledzy, lewacy, wy wszyscy, uważający się za feministów; ci mi znani, mniej znani, nieznani, wszyscy. Seks może być super, może nas fantastycznie łączyć, cementować lub uzupełniać nasze indywidualne relacje. Może nam pozwalać wspólnie odpoczywać, regenerować siły, ładować baterie. Ale to wy tutaj musicie być czujni. Musicie odróżniać pożądanie od chęci dominacji, własne potrzeby od lęków, chęć nawiązania relacji od chęci podboju czy kontroli, szczerość w mówieniu o swoich oczekiwaniach czy uczuciach – od manipulacji. To wy macie z tym wszystkim gigantyczny problem. A my nie będziemy w nieskończoność sprzątać po was tego syfu, ponosić konsekwencji. Uczymy się nie tylko mówić o tym nieustannie robionym przez was syfie, ale też razem się przed nim bronić. Właśnie do tego potrzebowałyśmy #metoo i nie zawrócimy już z tej drogi. Więc ogarnijcie się łaskawie i wyjmijcie głowę z dupy. Chcemy i żądamy równości we wszystkim i idziemy po nią. Seks nie jest tu żadnym magicznym wyjątkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *