Inne teksty, Polityka

Słowo na wybory (samorządowe)

Pojutrze wybory.

Nie będzie agitacji za konkretnymi nazwiskami, jedynie prośba: by nie bać się lewicy. Jest mnóstwo argumentów przeciw lewicy, które słychać wszędzie, publicznie i prywatnie. Od tego, że bolszewicy, Stalin i kolektywizacja po takie, że Leszek Miller, każdy_a kowalem własnego losu, nie ma darmowych obiadów, biedni są leniwi, millenialsi roszczeniowi, a Razem nadęte.

Część z tych argumentów to wierutne bzdury (mamie i tacie też płaciliście za obiady? od oseska? rili?), część zawiera w sobie jakieś ziarno prawdy (Razem faktycznie bywa tu i tam nadęte). Co nie zmienia faktu, że potrzebujemy lewicy jako społeczeństwo i potrzebujemy lewicowego myślenia w budowaniu państwa, także samorządu. Chcemy tego czy nie chcemy – robota lewicy nie skończyła się na dobre w połowie zeszłego stulecia na wywalczeniu dla nas kolejno: zakazu pracy dzieci, płacy minimalnej, ubezpieczeń społecznych, 8-godzinnego dnia pracy, emerytury, weekendu, prawa do płatnego odpoczynku i chorobowego. Znów to, na jakich zasadach mamy uczyć się, leczyć, pracować, mieszkać i żyć próbuje nam (z wielkimi sukcesami) narzucać wielki biznes o obrotach wielokrotnie wyższych od budżetu średniej wielkości europejskich państw, jak nasze.

Może nie odczuwasz tego jeszcze na własnej skórze, tak jak tę postępującą niestabilność odczuło bezpośrednio wiele osób w moim pokoleniu. Może wydaje ci się, że lewicowe poglądy to idealizm, obciach lub manifestacja słabości (a kto nie lubi myśleć o sobie, że jest silna/silny). Może faktycznie wierzysz, że wszystko, co idzie w złym kierunku ureguluje się „samo”, bo tak działa demokratyczny i kapitalistyczny system. No więc nie, nie ureguluje się samo, ani bez naszego wysiłku. Z pewnością nie ureguluje się także bez silnej lewicy. Konieczne reformy, których przeprowadzenia zaniedbamy teraz odbiją się czkawką zaostrzających się kryzysów społecznych w przyszłości. Prawa (pracownicze, obywatelskie), które uznajemy za oczywiste i niezbywalne, dla pokolenia naszych (no dobra, póki co waszych) dzieci będą kurczącym się stale zasobem, podlegającym prywatyzacji i oczynszowaniu, a i to w najlepszym wypadku. Pozorowana pseudosocjalna polityka PiS, rzucająca ogryzki wsparcia w zamian za demontowanie struktur systemu demokratycznego nie jest tu rzecz jasna żadnym rozwiązaniem. Jednak dokładnie tak samo możemy „zapierdalać za miskę ryżu” dla Mateusza Morawieckiego, co dla jego dobrych ziomów z partii tzw. liberalnych, tzw. demokratycznych, tzw. opozycyjnych. Naprawdę, bez różnicy. Potrzebujmy silniejszego państwa i silniejszego samorządu, by broniły nas przed rosnącą potęgą koncernów, a nie pisały oraz wdrażały dotyczące nas prawa na ich zlecenie i pod ich dyktando.

Co to ma wspólnego z wyborami samorządowymi? Ano sporo. To właśnie samorządy mogą udzielać zgody na demolowanie przestrzeni publicznej lub ją chronić, mogą dawać wolną rękę do tworzenia specjalnych stref wyzysku, lub negocjować zasady funkcjonowania powstających tam zakładów pracy, to samorządy mogą pozwalać deweloperom na tworzenie kosmicznie drogich przestrzeni mieszkaniowych fatalnej jakości i bez jakiejkolwiek wspomagającej funkcjonowanie ludzi infrastruktury – lub zacząć wymagać dla nas więcej. To samorząd może zadbać o bezpieczeństwo kobiet w domach i na ulicach, uczynić z praw rodzących (oraz roniących) priorytet w szpitalach. To samorząd czuwa nad jakością edukacji w szkołach i wpuszcza tam ludzi opowiadających seksistowskie brednie – lub właśnie przeciwnie. To samorząd przyznaje zgodę na zgromadzenia publiczne albo jej odmawia. To samorząd może nam dać możliwość dojechania na protest, albo wcale nie chcieć jej nam dać. Wyliczankę można ciągnąć jeszcze bardzo, bardzo długo.

I oczywiście wiemy o tym wszystkie i wszyscy. W teorii w większości pewnie się zgadzamy. Czego część z nas wciąż jednak uparcie nie wie i nie chce wiedzieć, w czym się nie zgadzamy to to, że naprawdę potrzebna nam lewica (nie mylić z ugrupowaniami udającymi ją since 1989 – mimo całej osobistej sympatii, jaką żywię wobec niektórych zaangażowanych w tę ściemę osób). Bo jaka, koniec końców, jest różnica między lewicą a prawicą, tą ekonomiczną czy światopoglądową? Ano taka, że tylko ta pierwsza poważnie traktuje ludzi i ich prawa (dla prawicy ludzie są zawsze zaledwie środkiem do innego celu). Zacznijmy więc siebie traktować poważnie, po bez mała 30 latach politycznego czystego masochizmu – bez wstydu i skrupułów głosujmy na lewicę.

 

Tekst ukazał się pierwotnie w trakcie samorządowej kampanii wyborczej 2018 tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *