Feminizm

Traktat o dupach

Ktoś przy mnie wesoło nazwał kobiety „dupami”. Okrasił jowialnie przykładem wspólnego znajomego, patrzącego na koleżanki z pracy przez pryzmat fantazji erotycznych. Z wymowną sugestią: faceci, hehe, już tak mają.

Prozaiczna sytuacja, zdarza się dość często. A i tak, jak to zwykle bywa, z zaskoczenia zareagowałam nie całkiem adekwatnie; nerwowym śmiechem. W tej samej chwili pojawił się niesmak. I poprawiłam tylko odruchowo: chciałeś powiedzieć kobiety? Sytuacja na wpół oficjalna, osoba w sumie jest w porządku, pewnie po prostu nieświadoma. Więc usłyszałam rzucone półgębkiem „ta, kobiety” i poprzestałam na tym.

Niesmak nie odpuścił. Minęło trochę czasu i spróbowałam z innej strony: racjonalizacja. I bunt. Też trzeba ich, mężczyzn, nazywać „dupami”. Czy naprawdę wierzą, że kobiety nie maja oczu ani libido wykraczającego poza monogamię, że nie oceniają? że nie zdarza się im traktować kogoś przedmiotowo bo to wbrew „naturze”? że to nie jest wybór? że kobiecego ego nie łechcą podboje, od których miło i bezpiecznie jest się zdystansować? Symetria libido, równość seksualnych praw i potrzeb niech przekłada się na symetrię uprzedmiotowienia, skoro szanowni panowie tak wolą. Może faktycznie nie da się inaczej a „dupa” to norma. Autor słów o „dupach” sam będzie tu „dupą”, czego pewnie nigdy dotąd nie brał pod uwagę – w myślach mściwie pokazałam mu język.

Niesmak nie odpuścił. Minęło trochę czasu i znów z innej strony: wkurzyłam się. Rzecz jasna, na siebie – za brak refleksu oraz pierwszą, odruchową i durną reakcję. Bzdura! Dopiero po chwili na całą beztroską (świadomą czy nieświadomą) agresję zawartą w tych słowach o „dupach” (i o szczegółach z intymnego życia wspólnego znajomego, których nie chciałam znać, wcale). Nie, nie mam najmniejszej ochoty nikogo tak traktować. Obrażać ani lekceważyć, symbolicznie degradować, nawet w defensywie. Uroda, seksapil czy seksualny pociąg nie powinny zmieniać się w formę perwersyjnej kary czy stanowić źródła poczucia zagrożenia. Seks, także ten przygodny i niezobowiązujący, to nie jest próba sił, najlepsza możliwa okazja by ostentacyjnie (i na serio) zagrać w dominację. To nie zaproszenie, by uprzedmiotowić, zaszufladkować, unieszkodliwić, rozbroić emocjonalne zagrożenie, dodając kogoś gestem szybszym od jakiejkolwiek refleksji do wyimaginowanego zbioru „dup”, czyli nie całkiem osób.

Wróciłam do źródła. Poprosiłam stanowczo, by nie używać już przy mnie w ten sposób słowa „dupa”. Niesmak natychmiast mi minął. W życiu i w seksie cała ta arogancka otoczka to zwyczajna ściema, szkoda na nią energii i czasu. Chciałabym, żeby po równo nam wszystkim było szkoda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *