Feminizm, Inne teksty, Polityka

Te „trudne” lwice lewicy

Mało kobiet na listach Lewicy, kontynuacja.

Czyli co Lewica – zakulisowo – sądzi o swoich czołowych kandydatkach lub potencjalnych czołowych kandydatkach, szczególnie tych najbardziej charyzmatycznych:

– ta nie, bo jest trudna,

– ta nie, bo egomaniaczka,

– ta nie, bo przy jej egotripie nie da się z nią współpracować,

– ta nie, bo nielojalna,

– ta nie, bo nie popiera innych kobiet,

– ta nie, nie da się z nią wytrzymać,

– ta nie, bo mnie nie inspiruje,

– ta nie, bo wszędzie próbuje się wcisnąć,

– ta nie, jej współlokatorka sprzed dziesięciu lat opowiada o niej dziwne rzeczy.

Kiedy ostatnio słyszałyście_liście podobne zarzuty, które dostęp do dobrych miejsc na listach albo do dobrych wyników wyborczych blokują skutecznie mężczyznom? – trudnym egomaniakom z pięćdziesięcioma trupami ledwo łokciem upchanymi w szafie.

Cechy pożądane w polityce – pewność siebie, stanowczość, umiejętność promowania siebie – to dokładnie te cechy, za przejawianie których kobiety są w polityce karane. Nie walczą o swoje do upadłego, wszelkimi metodami? Cóż, widać im nie dość zależy – dajmy to miejsce mężczyźnie. Walczą o swoje do upadłego, wszelkimi metodami? Fuj, trudne, brudne, egocentryczne, konfliktowe – dajmy to miejsce mężczyźnie.

Oczywiście, bardzo życzyłabym sobie, by razemowe kandydatki nadludzkim wysiłkiem przeskoczyły SLDowskie jedynki, by SLDowskie dwójki z większymi budżetami na kampanię i rozpoznawalnością nie przeskoczyły ich – są to jednak nadzieje mocno graniczące z myśleniem życzeniowym, a nie z prognozami opartymi na faktach. Po mandatach dla kobiet tę listę i lewicę poznamy, a jeśli będzie ich tradycyjnie i jak zawsze nie więcej, niż jedna trzecia to jeszcze możemy dojść kiedyś do wniosku, że te hojną ręką rozdane kobietom na listach dwójki i trójki zostały potraktowane zwyczajnie instrumentalnie. I chciałabym, by kandydatki z jedynek (których najwięcej, rozpaczliwie próbując ratować honor, wystawiło Razem) miały tyle rozpoznawalności i siły przebicia co te powycinane z list w kluczu przytaczanych wyżej „argumentów”. Z drugiej strony, przecież właśnie dlatego tamte zostały wycięte z biorących okręgów, że rozpoznawalność i siłę przebicia mają i jeszcze nie daj bogini mogłyby uzyskać mandat.

Podobno chcemy kobiet w polityce, ale wiecznie akurat nie TYCH kobiet. Jakichś innych, fajniejszych, milszych, idealniejszych, z lepszymi poglądami, lepszymi charakterami. Nieistniejących, ale hej, może kiedyś, w przyszłości, w końcu się pojawią. Wtedy to dopiero będzie super i pełen parytet! W międzyczasie realne popieranie realnych kandydatek i dawanie im miejsc biorących to coś, co jest nam ciągle absolutnie zbędne. Przecież mamy tylu nieskończenie bardziej idealnych kandydatów, bezwarunkowo popierających kobiety, no nie?

***

Tekst pierwotnie ukazał się na Facebooku 17 sierpnia 2019 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *